CZYTASZ = KOMENTUJESZ ;3
Siedziałam na kanapie przerzucając kanały pilotem. Bez Jake'a w domu było niesamowicie cicho, a mi okropnie ciężko z sobą. Czasami zastanawiam się, co ja jeszcze robię na tym świecie...
Pustkę w moim sercu nic już nie załata, próbowałam wiele razy, lecz znając mojego farta nigdy się nie udało. Jake został zamordowany rok temu. Sprawca do dziś nie jest znany. Choć, trzeba przyznać, musiał być sprytny, żeby tak świetnie się ukryć i sprawić że jeszcze go nie znaleźli. Ciekawe, czy zabił kogoś oprócz Camerona raniąc przy tym jego drugą połówkę...
***
Ciszę przerywał nieubłagalnie tykający zegar.
W końcu trafiłam na jakieś romansidło, które tak mnie znudziło, że usnęłam.
Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi. Jak najszybciej je otworzyłam.
- Cześć - przywitała mnie Sasha.
- Em... Hej, wejdziesz? - zapytałam.
- Ty jeszcze nie gotowa do galerii? - zaśmiała się dziewczyna lustrując mnie wzrokiem. No tak, szarawa koszulka i dresy z dziurami nie wyglądały zbyt pociągająco.
- Do galerii? Na śmierć o tym zapomniałam! Przepraszam, wejdź do środka - wyznałam z lekkim śmiechem zakłopotania.
Sasha weszła do mojego domu od razu kierując się w stronę szafy. Poszperała chwilę i zaraz potem wyjęła z niej różową sukienkę przed kolano z czarnymi przeszyciami. Szybko ubrałam owy ciuch a Sash zrobiła mi makijaż i fryzurę. Po pół godzinie siedziałyśmy w czerwonym kabriolecie Sashy. Ta to dobrze zarabia... Pracuje jako stylistka gwiazd!
***
Kierująca Sasha włączyła głośniej muzykę.
- Saaasha! - krzyknęłam przekrzykując "SELFIE"
Dziewczyna zignorowała to przekręcając przycisk VOL z 33 na 25
- I tak jest za głośno! - jęknęłam.
Sash machnęła dłonią.
Po kilkunastu minutach stałyśmy na parkingu naszego ulubionego centrum.
Weszłyśmmy. Razem z Sashą ruszyłam windą w stronę kawiarni Starbucks.
Tam zaczął się nasz zakupowy szał. Kupiłyśmy kawy na wynos i szybkim krokiem poszłyśmy do Burberry. W zasadzie chadzałyśmy tam dla zwykłego szpanu, choć, trzeba przyznać, ubrania są w tym sklepie naptawdę świetnie.
* 1 godz. później *
- Sash, wyglądasz naprawdę świetnie - powiedziałam z zachwytem patrząc na dziewczynę ubraną w biało-czarną sukienkę ze złotymi dodatkami.
Sasha obróciła się dookoła i słodko się uśmiechnęła.
- Biorę ją - pisnęła z satysfakcją.
Potem ja przymierzyłam cudowną, fioletową zwiewną suknię i skórzane sandałki, po czym stwierdziłam że są tak piękne, iż muszę je kupić.
Potem skoczyłyśmy jeszcze do H&M. Ach, kochamy sieciówki! Pytacie dlaczego tak bardzo interesuję się modą? Po pierwsze jestem kobietą, a po drugie, prowadzę bloga modowego. Ale nieważne.
Sasha popędziła natychmiast na swój ukochany dział: sukienki. Ja oglądałam się za jeansowymi shortami. Kiedy znalazłam odpowiednią parę i kilka fajnych koszulek wpakowałam się z tym do przymierzalni. Wybrałam moich faworytów: jeansowe denimy, top w czarne kwiaty i różowy podkoszulek z napisem "ALOHA". Wszystko po przecenie. Sash kupiła zdecydowanie za dużo sukni i miniówek. Ona czasem przesadza z zakupami. Ale to w sumie jej życie, jej pieniądze i jej rachunek, więc nie za bardzo mam coś do gadania. Po H&M'ie wybrałyśmy się do naszej ulubionej kawiarni, której szefem jest mój wujek. Wujo przez całe dzieciństwo nawijał mi o tym, żebym nie przejmowała się opinią innych i dużo jadła, przez co miałam kłopoty w szkole.Nie byłam lubianą osobą. Często miewałam depresję, zazwyczaj wytykano mnie palcami, zwłaszcza taki jeden typ, jak on tam miał? Już nie pamiętam jego imienia, kojarzę jedynie wściekle zielone oczy, drwiąco spoglądające na mnie. Och, ale było minęło, już dawno skończyłam liceum , choć dalej czuję odrazę i nienawiść do tego człowieka.
- Dla pani muffinka i latté - powiedział kelner podając Sashy pięknie przystrojony deser - A dla ciebie mam twoje ulubione espresso, brownie i niespodziankę od Stevena - uśmiechnął się puszczając oczko w moją stronę. Acha, ten kelner ma na imię Lorent i jest Francuzem. Traktuję go jak mojego przyjaciela, znam go bardzo dobrze, i przyznam, był taki okres, kiedy nawet mi się podobał!
Gdy Lorent odszedł w stronę barku otworzyłam małe fioletowe pudełeczko przypominające takie jak od obrączki, i wyjęłam liścik złożony na cztery części.
Droga Amber,
Kazałem Lorentowi żeby przekazał Ci ten list.
Niestety, nie mogłem powiedzieć tych słów osobiście, ponieważ obecnie jestem w Brazylii na plenerze dla baristów! I jeżeli wygram konkurs dostanę całe £850 000 na odbudowę kawiarni! Ale na pewno podzielę się z Tobą nagrodą! Ostatnio bardzo dużo się dzieje i czasem czuję, że tego wszystkiego nie ogarnę. Czy Ty też tak masz? A jak tam u Sashy? Czy dalej ma problem z tymi zderzakami w jej aucie? Kocham Cię, tęsknie!
Wujek Steven
***
Obok listu leżał złoty naszyjnik z malutkim wizerunkiem papierowego samolocika i 50 funtów. Bardzo kocham mojego wujka i chyba umarłabym, gdyby coś mu się stało.
***
Wypiłam trochę wyśmienitego esspresso zrobionego przez Lorenta. On jest naprawdę świetnym baristą!
- Co ty tak cicho siedzisz? - zapytała Sasha przyglądając się mi zza nowego Vogue'a.
- A tak jakoś... Zamyśliłam się - odpowiedziałam bez żadnych emocji.
Sash westchnęła.
- Idziemy stąd? - spytała odkładając gazetę na stolik.
Kiwnęłam porozumiewawczo.
Wyjęłam z portfela kilka funtów i cicho położyłam na barku. Wujek Steven i Lorent nie lubią, kiedy im płacę, lecz wydawałobymi się trochę niegrzeczne, gdybym przychodziła się nażreć do ich kawiarni za darmo.
***
Kiedy wróciłam do domu dochodziła 16:00.
Moja praca zaczynała się dopiero o 19:00, więc miałam jeszcze dużo czasu. Postanowiłam, że pójdę pod prysznic.
Gorąca woda wspaniale rozluźniła moje mięśnie pozbawiając mnie wszystkim męczących mnie myśli. Ach, niby zwykły prysznic, a tyle zdziała!
Gdy skończyłam się myć poszłam się ubrać.
Po kilkunastu minutach przebrana byłam w jeansowe skinny i krótką limonkową bluzkę na grubych ramiączkach.
Wyszłam z domu i potruchtałam w stronę Subway. Kupiłam tam sobie kanapkę i pobiegłam do sklepu, w którym pracowałam.
- Heeeej, już jestem! - przywitałam się z Stephanie, także pracowniczką tego monopolowego.
- Hej - uśmiechnęła się Steph zcierając kurz z lady.
***
Po pracy szybko wróciłam do domu, po prostu padłam na twarz i zasnęłam.
Następnego dnia obudziłam się o 10:00. Przede mną leniwy dzień - Sobota!
Poczłapałam wolno do łazienki pod prysznic. Ubrałam się także w cielisty sweterek i jeansowe rurki.
Potem zadzwoniła do mnie Sasha, informując, iż dzisiaj wybiera się ze mną do klubu.
Nie protestowałam. Nie żebym lubiła się upić, czy coś, bo taki wypad traktuję dość spontanicznie, ale na imprezach zawsze poznaję kogoś wyjątkowego. Tak samo było z Sashą. Ją także, całkiem przypadkiem, spotkałam w klubie.
***
Okryłam się szczelniej kocem. Dzisiaj nic mi się nie chcę! Najchętniej zakopałabym się w kołdrze i poszła spać.
Ziewnęłam i pomyślałam, że muszę się ruszyć i coś ze sobą zrobić, lecz moje nogi odmawiały posłuszeństwa i dalej spoczywały na kanapie. Spojrzałam na zegarek. Za chwilę 13:00. Po chwili oczy zaczęły mi się zamykać... Odpłynęłam w Krainę ''Mam wszystko gdzieś, idę spać''...
Śniły mi się pojedyncze zarysy znanych mi osób, Sashy, Lorenta i Kim oraz sylwetka nieznajomego blondyna...
***
Obudziło mnie głośnie walenie w drzwi. Niechętnie wstałam i otworzyłam je.
- Znowu zapomniałaś?? - ''przywitała'' mnie Sash z wyrzutem.
Zrobiłam nieprzytomną minę i westchnęłam:
- A co ty byś robiła mieszkając na takim zadupiu, sama, znudzona, i na dodatek w weekend, oprócz spania?
- Nie bądź niemiła, tylko się przebierz - uśmiechnęła się sarkastycznie dziewczyna wchodząc do mojego domu.
Kiedy ona rozsiadła się wygodnie na kanapie, ja pobiegłam na górę, jednocześnie sprawdzając godzinę na zegarku; była 18:00... Ubrałam moja ulubioną nieśmiertelną małą białą, a na szyi zapięłam złoty wisiorek. Podkreśliłam usta czerwoną szminką, oczy mascarą i stwierdziłam, że wyglądam fantastycznie.
Zeszłam na dół i zobaczyłam Sashę czytającą jeden z moich wierszy.
- Zostaw! - krzyknęłam i wyrwałam jej kartkę z dłoni.
- Ale ty tak ładnie piszesz... - wytarła wyimaginowaną łezkę Sash.
- Och... Idziemy? - zapytałam zirytowana.
Wyszłyśmy i udałyśmy się w stronę naszego ulubionego Grand Night Club...
------------------------------------
I co myślicie? Pod względem długości mi się podoba, treści - tak średnio :P Ten rozdział może wydawać się trochę nudny, ale obiecuję - będzie ciekawiej :*
Stay With Me
niedziela, 15 czerwca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
Bohaterowie
Amber
Urodziła się 6 czerwca 1995 roku w Szwecji. Ma siostrę, Claire. Amber ma trudny charakter, trudno ją rozgryźć. Ma w sobie trochę tajemniczości, przez co jest bardzo ciekawą osobą. Twierdzi, że jest chamska, bezczelna i wredna, ale gdy o tym mówi dosłownie rozpiera ją duma. Dziewczyna nie lubi, kiedy ludzie nie wyznają czegoś wprost.
Ashton
Urodził się 7 lipca 1994 roku w Australii. Ash jest wrażliwym i romantycznym chłopakiem, lecz czasem ponosi go, staje się wtedy agresywny. Ma siostrę Lauren i brata Harry'ego. Nie lubi otwarto mówić o swojej przeszłości.
Sasha
Urodziła się 25 sierpnia 1993 roku w Ameryce. Ma czwórkę rodzeństwa: Erica, Jasona, Lori oraz Robyn. Sash to bogata stylistka gwiazd, np. Britney Spears czy Ariany Grande. Dziewczyna ceni sobie dyskretność, kiedy się z kimś zaprzyjaźni nie odstępuje go na krok.
James
Urodził się 15 marca 1992 roku w Ameryce. James to kolega Amber i jednocześnie chłopak Sashy. Jest bardzo wesołym i szczerym człowiekiem. Kocha zwierzęta.
Kylie
Urodziła się 10 sierpnia 1995 roku w Ameryce. Jest znana, to przecież część rodziny Kardashian!
Kylie to wesoła i otwarta dziewczyna. Kocha zawierać nowe znajomości. Często imprezuje, dlatego Amber boi się o jej zdrowie. Niestety dziewczyna zachowuje się czasem nieszczerze wobec innych.
Lisa
Urodziła się 10 maja 1995 roku w Wielkiej Brytanii. Ma siostry, Claudię, Bellę i Emmy. Li zazwyczaj jest spokojną, opanowaną dziewczyną, lecz na imprezach zachowuje się trochę... dziko? ;p Amber uważa ją za naprawdę oddaną i troskliwą osobę.
Lucy
Urodziła się 14 czerwca 1996 roku w Ameryce. Ma siostrę Maggie. Lucy jest nieufna i przezorna, zazwyczaj sceptycznie nastawiona do nieznajomych. Uczucia trzyma na uwięzi. Rzadko pojawia się w moim opowiadaniu.
Razem z kolejnymi rozdziałami dodawane będą postaci!
xx
wtorek, 10 czerwca 2014
Prolog
Amber nigdy nie wierzyła w miłość. Kiedy jej koleżanki chodziły "na łowy", ona wolała zostać w domu i obejrzeć horror.
Raz w życiu była zakochana, lecz szalenie przez nią kochany narzeczony został zamordowany...
Rok później Amber poznaje dwóch chłopaków, którzy namieszają jej w głowie...
Którego wybierze?
Dowiecie się, czytając Stay With Me.
Raz w życiu była zakochana, lecz szalenie przez nią kochany narzeczony został zamordowany...
Rok później Amber poznaje dwóch chłopaków, którzy namieszają jej w głowie...
Którego wybierze?
Dowiecie się, czytając Stay With Me.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







